Całe życie za fajerą, a teraz wszystko się skończyło

0
1763

Całe życie za fajerą, a teraz wszystko się skończyło. 17 stycznia 2018 roku to dzień, gdy musiałem przerwać wyjazd i zostałem odwieziony, bo z bólu nic nie widziałem.

Zaczęły się operacje. Jedna za drugą. Tydzień po zjeździe naliczyłem już sześć zabiegów. Przez dziesięć godzin przeszczepiali mi żyłę tętniczą z prawej nogi do lewej. Pomogło. Ale na krótko. Niecałe dwa tygodnie później zapadła się żyła. A wcześniej dwukrotne powikłania po bypassach. Mdlałem z bólu. Wykręcało mi całe ciało do tego stopnia, że błagałem o amputację.

Przez 30 lat na międzynarodówce poruszałem się wszystkim – Multikarem, Żukiem, Kamazem. Synów woziłem Tatrą – lubili tę żółtą wannę. W kraju najczęściej jeździłem Skakankami 420, 450 i Dafami 115, 105 XF. Hiszpania, Francja, Benelux, tak jak każdy. Wiadomo, lata i kilometry leciały, synowie mi wyrośli. Jeden jest teraz w Warszawie, drugi został u nas, w rodzinnym Elblągu. Dobre chłopaki. Też się ze mną najeździli. Obiecałem im Hiszpanię, to mieli Hiszpanię, chodź często staliśmy nie tam, gdzie byśmy chcieli.

Wszystko zaczęło się od bólu łydki w lewej nodze, ale tylko po wysiłku. Myślałem, że to przejdzie, za fajerą było dobrze. Zresztą lewej nogi nie używa się przy automatach. Leki przeciwbólowe nie pomagały. W końcu musiałem pójść do lekarza. Stwierdzono u mnie krytyczne niedokrwienie kończyny dolnej lewej.

Przez lata niejedno mnie łamało, może dlatego nie przejmowałem się nogą aż tak bardzo. Są przecież większe tragedie. Łydka w lewej nodze zaczęła mnie boleć jakieś dwa lata wcześniej, a przecież dałem sobie z tym radę. Ale tym razem było inaczej.

Krytyczne niedokrwienie kończyny dolnej, potem bypassy, trombolizy w Gdańsku i Elblągu. Za każdym razem dwa do trzech miesięcy siedzenia w domu. Jednak wracałem w trasę, to był w końcu mój żywioł. Kwartał po kwartale myślałem, że robię krok do przodu, a choroba cofała mnie o dwa kroki. Miażdżyca tętnic goleni lewej stopy. Boże, jak to bolało!

Wtedy walczyłem, teraz walczę i zawsze będę walczyć. Jestem uparty, tak jak i moi synowie. Walczę o to, by moje życie nie zamknęło się na 7. piętrze wieżowca. Zrobię wszystko, aby wrócić na trasę, by męczyć się za kierownicą, móc narzekać na kiepską pogodę i rozładowców. Chcę znów wstawać o 4 nad ranem i móc pogadać na parkingu. Strasznie mi tego brakuje. Tej normalności każdego kierowcy.

Amputacja nie zabrała mi chęci do życia. Zmieniła je jednak i to mocno! Teraz potrzebuję Waszego wsparcia. Pomocy wszystkich dobrych ludzi, aby kupić protezę! Zdobędę ją tylko dzięki Wam!

Wtedy walczyłem, teraz walczę i zawsze będę walczyć. I wrócę!

Adam Studziński

Wspomóc Pana Adama można klikając tutaj

Więcej wiadomości z serwisu „Społeczeństwo” znajdziesz TUTAJ.

Reklamy

Komentarze