Ilustracja do tekstu

Ze szpitalnego archiwum. Stare teksty potrafią wzruszyć a czasem rozbawić. Przede wszystkim jednak są nieocenionym źródłem informacji o „tamtych czasach”. W szpitalnym archiwum znajdujemy m.in. artykuł Sławomira W. Malinowskiego zamieszczony w „Wiadomościach Elbląskich” (była taka gazeta!) wiosną 1988 roku.

Dziennikarz jest gościem Jerzego Litwina, ówczesnego dyrektora szpitala. Tematem zaś są kulisy ostatnich przygotowań do otwarcia największego elbląskiego szpitala. Cofnijmy się zatem o 30 lat wstecz…

Zanim trafią pacjenci

Nowy Szpital Wojewódzki w Elblągu systematycznie pojawia się na łamach prasy, a w najbliższym czasie publikacje o nim z pewnością będą coraz częstsze, bowiem na przełomie czerwca i lipca tego roku zawitają do niego pierwsi pacjenci.

Szpital Wojewódzki posiada 18 oddziałów z 790 łóżkami. By mógł sprawnie funkcjonować, oprócz wszelkiego rodzaju pracowników administracyjno-technicznych, niezbędna jest wysoko kwalifikowana kadra medyczna: lekarze i pielęgniarki. I jest to

Problem numer jeden

W szpitalu znajdzie pracę minimum 450 dziewcząt w białych fartuchach– z tym, że w początkowym okresie jego działalności niezbędnych będzie przynajmniej 200 – 250. To sporo, zważywszy że w całym Elblągu jest ich 760, po części pracujących w szpitalu przy ul. Żeromskiego, po części w innych placówkach lecznictwa otwartego. Można by zapytać: w czym więc problem? Czy tak trudno oddelegować część z nich do nowej siedziby? Owszem, nietrudno, ale taka decyzja byłaby w równej mierze prosta, co nieprzemyślana. Nie można przecież pozostawić starego szpitala czy kilku przychodni rejonowych bez ich pomocy.

Trzeba także pamiętać, że większość pielęgniarek zatrudnionych w lecznictwie otwartym nie chce pracować w szpitalu. Praca zmianowa nie należy do najwygodniejszych, szczególnie w momencie prowadzenia własnego domu lub założenia rodziny, i nie rekompensują jej nawet preferencje płacowe ( w grę wchodzą dwa-trzy tysiące złotych, a nawet więcej). Tymczasem dzisiaj w cenie jest przede wszystkim wygoda. Szkoda to tym większa, że dotyczy to zwłaszcza doświadczonej kadry, mogącej z powodzeniem wprowadzać do tego trudnego i odpowiedzialnego zawodu młode dziewczęta tuz po szkole.

Być może sytuacja ta zmieni się wkrótce na lepsze, albowiem podczas dwóch ostatnich podwyżek płac, największe otrzymały pielęgniarki pracujące właśnie w szpitalach. Ale powracając do meritum. Postanowiono, że do pracy w nowej placówce zostanie skierowanych tylko 100 pielęgniarek zatrudnionych dotychczas gdzie indziej. Pozostałe trafią tam w tym i w przyszłym roku wprost z liceów pielęgniarskich naszego województwa. Jest to tym bardziej pewne, że – jak poinformował dyrektor Wydziału Zdrowia i Opieki Społecznej Urzędu Wojewódzkiego Paweł Gayda – zawczasu pomyślano o podpisaniu z przyszłymi absolwentkami umów stypendialnych. Zobowiązują one dziewczęta do podjęcia tam pracy. Nie ulega wątpliwości, że nowy szpital jest atrakcyjny dla młodych pielęgniarek I nie chodzi tu tylko o komfort pracy (o tym za chwilę). Plus najważniejszy – dwa przyszpitalne bloki mieszkalne (łącznie 100 lokali) stawiane obecnie przez Elbląski Kombinat Budowlany. Większy, o prawie 70 mieszkaniach, jest przeznaczony na hotel pielęgniarski.

I informacja dla ewentualnych zainteresowanych – są jeszcze wolne etaty pielęgniarek.

Drugi blok, o ponad 20 mieszkaniach, jest przeznaczony dla przyszłej kadry lekarskiej. Pierwsi lokatorzy będą mogli wprowadzić się do obydwóch już w czerwcu.
Kolejny trudny problem do rozwiązania to

Brak lekarzy

a zwłaszcza anestezjologów. Nie tylko w naszym województwie ale i w całym kraju nie ma ich w nadmiarze. W Elblągu pracuje obecnie 9 anestezjologów, stanowczo za mało jak na realne potrzeby ponad 130-tysiecznego miasta. By pozyskać następnych, rozesłano po kraju korzystne oferty pracy. Potencjalnym chętnym proponuje się nie tylko atrakcyjne zarobki, nie tylko mieszkania ( ten rodzaj zachęty praktykowany jest już w Polsce od dawna), ale także talony na samochody, które lekarz wojewódzki jest skłonny na taką okazję wygospodarować.

O wadze problemu może świadczyć chociażby liczba sal operacyjnych w dwóch szpitalach, starym i nowym. W pierwszym pięć, w drugim osiem, plus jakby nie było karetka reanimacyjna, którą także trzeba obsłużyć. Wynika z tego, że codziennie powinno dyżurować w mieście 3 – 4 anestezjologów. Ostre pogotowie przypadałoby im co drugi dzień przez okrągły rok. To ponad ludzkie siły. Dlatego też placówki cywilne, tak długo jak to będzie konieczne, wspierać będą lekarze ze Szpitala Wojewódzkiego.

Brakuje także chirurgów. Władze wojewódzkie podjęły ostatnio decyzję o podwyższeniu im poborów o 30% w ramach tzw. specjalności deficytowych. Jaka to stanowić będzie zachętę do przyjścia lekarzy z innych województw do Elbląga, czas pokaże.

Obecnie ordynatorzy starego szpitala przygotowują propozycję podziału dotychczasowej kadry w taki sposób, aby obydwie jednostki mogły normalnie funkcjonować. Termin 1 lipca 1988 na przyjęcie pierwszych pacjentów w nowej placowe jest obowiązujący. Tymczasem nowy szpital przybiera ostateczną formę. Dzisiaj można w nim wiele zobaczyć ( specjalnie pomijam określenie „już” albowiem zdaję sobie sprawę, że w stosunku do inwestycji budowanej od 14 lat jest to cokolwiek na wyrost). Jego dyrektor Jerzy Litwin w towarzystwie pielęgniarek oprowadza mnie po niektórych oddziałach. Wchodzimy na teren reanimacji. Czysto, schludnie, estetycznie, wysoki połysk. W trzech pomieszczeniach 8 łóżek. Na podłodze wykładzina antyelektrostatyczna. W salach prawie pełne wyposażenie, prawie- bo nie zamontowano monitorów oraz czujników służących m.in. do mierzenia tętna, temperatury i ciśnienia pacjenta.

Wszystko mamy

wyjaśnia dyrektor – ale ponieważ są to urządzenia niezwykle delikatne – znajdą się na stanowiskach tuż przed otwarciem placówki. Brakuje nam jeszcze aparatu do sztucznego oddychania. Jeden kosztuje na Zachodzie około 30 tysięcy dolarów, stąd więc pewne problemy z jego zdobyciem.

Zaglądam to tu, to tam. Zaplecze, choć niewielkie, w pełni funkcjonalne. Gabinet lekarski, pokój pielęgniarek, kuchnia, łazienka.

Jerzy Litwin zatrzymuje się przed jednym z pomieszczeń dla chorych.

– Trafią tu najcięższe przypadki z bezpośrednim zagrożeniem życia.Koszt leczenia jednego pacjenta przebywającego u nas około miesiąca będzie wynosił 5 – 6 milionów złotych. Rzecz jasna rodzina do tych pomieszczeń z różnych względów nie będzie miała dostępu. Nie chcąc zupełnie uniemożliwiać jej kontaktu z chorym planujemy zainstalowanie telewizji przemysłowej a monitory umieścić w korytarzu.

Wjeżdżamy winda na drugie piętro. Po kolei zwiedzamy pomieszczenia.Gabinet ordynatora. Duże okno, biurko i rzucający się od razu w oczy elegancki, ciemnobrązowy segment – z Zielonej Góry. Podobne meble – lecz tym razem z Piły, w pokoju lekarskim. Trochę dalej sale chorych. Zazwyczaj dwu -, maksymalnie trzyosobowe. W każdej oprócz stanowiących standardowe wyposażenie naszych szpitali twardych krzeseł, jeden mięciutki fotel Dyrektor Litwin wyłapuje moje pytające spojrzenie:

– Wiem, wiem – mówi – niektórzy posądzają nas o rozrzutność, ale niech pan mi wierzy, że po operacji marzyłem przede wszystkim, żeby usiąść w miękkim fotelu.

Są także specjalistyczne stoliczki zwane potocznie „przyjacielem”, posiadające blat na wysięgniku, który można leżącemu ustawić na wysokości klatki piersiowej. Zjedzenie obiadu lub przeczytanie książki bez konieczności podnoszenia się z łóżka nie nastręcza przy ich pomocy najmniejszych trudności.

Wszystkie sale wyposażono w instalacje gazów medycznych, przywołania pielęgniarek, tzw. światła osobiste nie oślepiające ani nie przeszkadzające spać sąsiadom w nocy, kiedy my mamy ochotę np. poczytać książkę, lampy oświetlające całe pomieszczenie i gniazdka telefoniczne.

Nie sposób przeoczyć, że łóżka są pedantycznie zasłane. Złośliwi pytają nawet, czy pod tą pościelą „kwitnącą” pół roku w salach, będą leżeli pacjenci? Rozwiewamy wątpliwości – oczywiście, że nie. Spytacie państwo – to co ona tam robi? Odpowiedź jest prosta – nie można chorego kłaść pod pościelą nie upraną, to po pierwsze, a po drugie – mając niewielkie zaplecze magazynowe, przy trzech jej zmianach, nie ma gdzie tego pomieścić. Najlepszym więc rozwiązaniem jest lokowanie jednej trzeciej zapasów w części „hotelowej” szpitala.

Jedna z pielęgniarek pokazuje nam umywalnie, toalety i łazienki. Pomyślano nawet o gruntownej higienie ludzi nie mogących się poruszać o własnych siłach. Drzwi do nich wiodące są na tyle przestronne, by pomieścić wózek z leżącym na nim pacjentem.

– Pokażę panu jeszcze porodówkę – dyrektor Litwin wskazuje drogę. Schodzimy na dół.

I tutaj nowość ( przynajmniej jak na nasze warunki). Matka po urodzeniu dziecka może mieć je cały czas przy sobie, sale z przeszklonymi ścianami sąsiadują bowiem z pokojem noworodków.

Trochę dalej sala operacyjna położnictwa. Wygląda pusto. Brakuje nie tylko stołu ale i lamp. Okazuje się, że i tutaj odczuwa się bezmyślny pęd za dewizami niektórych producentów. Zarówno Fabryka Urządzeń Medycznych „Famet” w Łodzi, jak i jej krewniaczka z Żywca, będące wytwórcami tych dóbr, pchają ile się da na eksport, zapominając jakby o krajowych odbiorcach.

Dyrektor Litwin ma co prawda obietnicę, że szpital dostanie brakujący sprzęt, ale jakoś nikt terminu nie sprecyzował. Pozostało więc tylko czekać, mając nadzieję, że dotrze do Elbląga na czas.

Plany mieszkaniowe

Stawiane obecnie przez EKB dwa budynki nie rozwiążą w całości problemu. Dlatego też warto wspomnieć o dalszych planach dyrekcji nowego szpitala. Otóż przewiduje się wzniesienie hotelu pielęgniarek na 270 miejsc. Po jego ukończeniu ten dotychczas przez nie zajmowany, zostanie przeznaczony na mieszkania rotacyjne. Jest już także lokalizacja kolejnego bloku dla kadry medycznej szpitala, który stanie przy ulicy Traugutta.

Daj nam znać!

Przypominamy, że całodobowo wysyłać nam możecie zdjęcia, filmy oraz informacje, właśnie poprzez e-mail, jak również przez „Szybki Kontakt – klikając tutaj”. Całodobowo czekamy także na zgłoszenia od naszych Czytelników pod numerem telefonu 882 500 392. 

Źródło: „Wiadomości Elbląskie” 1988/Sławomir W. Malinowski

Reklamy

Komentarze