Akta Krzysztofa Olewnika zaginęły w Elblągu. Prokuratura umorzyła śledztwo! Prokuratura Okręgowa w Szczecinie umorzyła śledztwo w sprawie zaginięcia dokumentów z elbląskiego sądu.

Krzysztof Olewnik został uprowadzony w październiku 2001 r. ze swojego domu na obrzeżach Drobina. Miał wówczas 25 lat, był synem znanego przedsiębiorcy z Płocka, więc od początku podejrzewano, że za sprawą może kryć się chęć wymuszenia okupu.

Po dwóch dniach od uprowadzenia porywacze zażądali 300 tys. dolarów od rodziny Krzysztofa Olewnika. Mimo jeszcze wielokrotnych kontaktach porywaczy z rodziną policji nie udało się namierzyć sprawców.

W 2013 roku porywaczy otrzymali okup w postaci 300 tysięcy euro. Dwa miesiące później zamordowali Krzysztofa Olewnika a następnie zakopali.

Dopiero w 2006 roku śledczy dotarli do zwłok mężczyzny, które zakopane były pod Ostrołęką.

Zbiegi okoliczności?

Sprawa Krzysztofa Olewnika od samego początku budziła ogromne kontrowersje. Zaczęło się od oględzin w jego domu, które były prowadzone bez wymaganego nadzoru prokuratorskiego. Jak później się okazało w mieszkaniu pojawiały się osoby, które nie były związane z grupą dochodzeniowo-śledzą.

Chaos i zamieszanie, te dwie cechy doskonale opisują dochodzenie ws Krzysztofa Olewnika. Co jakiś czas do sprawy był przydzielany był inny prokurator, co jeszcze bardziej zaskakujące w zespole zajmującym się sprawą umieszczono policjanta, który bawił się w domu porwanego w noc poprzedzającą jego zaginięcie.

To nie koniec serii dziwnych zdarzeń. W 2004 roku w niewyjaśnionych do dnia dzisiejszego okolicznościach zniknął radiowóz z najważniejszymi dokumentami dotyczącymi śledztwa. Radiowóz został ukradziony z centrum Warszawy, o tym gdzie stał i co w nim było wiedziała zaledwie garstka osób.

Porywaczy dopadł seryjny samobójca

Trójka uznanych za winnych porwania Krzysztofa Olewnika w latach 2007-2009 w swoich celach dokonała samobójstwa. W nie do końca jasnych okolicznościach przed złożeniem kluczowych zeznań zmarł świadek koronny. Śledczy uznali, że dostał on zawału serca.

Tajemnicza śmierć zastępcy Komendanta

Nie tylko samobójstwa porywaczy budziły wątpliwości, kolejna tajemnicza śmierć dotyczy Macieja Książkiewicz, zastępcę komendanta Mazowieckiej Komendy Policji w Radomiu.

Maciej Książkiewicz nadzorował pracę grupy operacyjnej, która namierzała porywaczy. Mieszkał w ogromnej posiadłości pod Płockiem. Miał umrzeć krótko po zabójstwie Krzysztofa, jednak – według późniejszych ustaleń śledczych – nie powiadomiono o niej mundurowych i nie przeprowadzono sekcji jego zwłok, a ciało skremowano.

Śledztwo w sprawie domniemanego sfingowania przez niego własnej śmierci umorzono. Próbował ją potwierdzić jeden z detektywów, lecz szybko został aresztowany.

Poza trójką porywaczy jak dotąd nikt w sprawie Olewnika nie poniósł żadnych konsekwencji. Trwały co prawda postępowania związane z policjantami i prokuratorami, ale albo kończyły się umorzeniami z powodu niestwierdzenia popełnienia zabronionych czynów, albo następowało przedawnienie ich karalności. Mimo to rodzina zamordowanego wciąż walczy o to, by wobec niektórych z nich wyciągnąć konsekwencje, choć od uprowadzenia minęło już 16 lat.

Akta Krzysztofa Olewnika zaginęły w elbląskim sądzie!

Ten wątek sprawy dotyczy badań zwłok, które przeprowadzono w 2008 r. Pojawiły się wtedy wątpliwości, czy to na pewno szczątki Krzysztofa. Według śledczych biegły oraz szefowa laboratorium olsztyńskiej komendy wojewódzkiej mieli wtedy zataić, że jedna z próbek DNA z ciała różniła się od innych, a potem nie wykonać ponownych badań, mimo że powinni to zrobić przy rozbieżnych wynikach. O ich ewentualnej winie miał rozstrzygnąć Sąd Rejonowy w Elblągu, jednak w 2015 r. zginęły cztery tomy akt tej sprawy.

Akta później co prawda odtworzono dzięki ich kopiom, ale to, czemu zginęły i czy doszło w tym przypadku do przestępstwa, starała się ustalić Prokuratura Okręgowa w Szczecinie.

„– Śledztwo było prowadzone w kierunku przestępstwa przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza. Zostało umorzone z uwagi na brak znamion czynu zabronionego” – powiedziała Onetowi Joanna Biranowska-Sochalska, rzeczniczka szczecińskiej prokuratury okręgowej.

– Nie jest to jednak decyzja prawomocna. Zostało na nią złożone zażalenie, w związku z czym prokuratura oczekuje na rozstrzygnięcie tej sprawy przez sąd. Nie będziemy informować o szczegółach tego śledztwa, dopóki nie zapadnie prawomocna decyzja – dodała w rozmowie z Onetem Joanna Biranowska-Sochalska, rzeczniczka szczecińskiej prokuratury okręgowej.

Źródło Onet/oprac. Łukasz Nosarzewski, Redaktor Naczelny

Komentarze