fot. materiały promocyjne

Z tym filmem, wbrew wszelkim pozorom, wiązałam duże nadzieje. Po sukcesie pierwszej i drugiej części pomyślałam sobie, że być może dobra passa tego filmu będzie trwać nadal. Niestety nie miałam racji.

Od dziś na ekranach kin pojawi się trzecia część Listów do M, na którą z pewnością pójdą tłumy, by zobaczyć coś naprawdę słabego. Ten film nie miał już, czym zaskoczyć. Nowi aktorzy i nowe wątki nie bronią się w żaden sposób. Ci z poprzednich lat jeszcze dają radę, ale po tak dobrej dawce humoru, satyry i wzruszeń widz oczekiwał czegoś więcej.

Listy do M3 to jeden z najbardziej wyczekiwanych filmów tego roku. Wielkie pieniądze wydane na promocje tego tworu dadzą się poznać w zapełnionych po brzegi, w najbliższy weekend, kinach.

To będzie ich sukces, bo tak czy siak, widz nawet po przeczytaniu recenzji, sam pragnie skonfrontować to, co czyta z tym, co widzi. I tak po raz kolejni twórcy Listów, zagraną ogromne połacie pieniędzy za zrobioną, już chyba z przyzwyczajenia i na siłę, komedię.

Najbardziej udany i najbardziej śmieszny wątek to ten z Piotrem Adamczykiem i Agnieszką Dygant. Historia Tomasza Karolaka opowiadająca o poszukiwaniu swojego ojca, również zasługuje na uznanie.

Natomiast cała reszta, kojarzy się z mityczną opowieścią wyssaną z palca. Aura magiczności tego filmu zbyt bardzo powędrowała w kierunku bajkowości. Motyw z Borysem Szycem i Magdaleną Różczką to totalny nie wypał. O ile Szyc gra dosyć dobrze i jego rola, jako wysportowanego policjanta jeszcze się broni, tak Różyczka nijak nie wpisuje się do tej historii.

Wielkim zaskoczeniem jest udział Danuty Stenki, która jak na wybitną aktorkę przystało – bardzo dobrze zagrała „Rudolfa”. Ale jest jej mało, co stosunkowo nie pozwala na pokaz aktorskich umiejętności. W filmie pojawia się dosyć zabawne małżeństwo – Grabowski i Celińska.

Są to rodzice Mela, dziadkowie Kazika. Ich motyw bawi, ale przede wszystkim porusza pewien problem, ma początek i koniec. Na próżno doszukiwać się w innych scenach takiej chronologii.

Jak łatwo można było dostrzec ze zwiastuna, Małgorzata w wyniku choroby zmarła. Tosia prawdopodobnie wyjechała i nie mieszka z tatą. Ten zatrudnia gospodynię – Izę Kunę wraz z córką, rewelacyjną Dusią graną przez Weronikę Wachowską, znaną z Ucha Prezesa. Wątek samotnego Wojciecha daje do myślenia i tłumaczy w pewien sposób zachowanie wdowca, który nie może odnaleźć się po utracie bliskiej osoby.

W tym filmie zaskakuje tylko pingwin, grany przez Bartosza Obuchowicza. Po obejrzeniu tego seansu mam wrażenie, że Listy do M3 to zrobiona wyłącznie dla pieniędzy i bardzo na siłę, produkcja. Porządna obsada aktorska, scenariusz w pewnych momentach rzeczywiście dobry i zabawny, ale zabrakło tego czegoś, co sprawiło, że miliony ludzi do dziś chce oglądać pierwszą część.

Scenografia w nowych Listach również nie powala na łopatki. Obraz pięknej zaśnieżonej Warszawy przysłaniają wielkie banery sponsorów. O soundtrack’u szkoda cokolwiek mówić, bo żywcem został ściągnięty z poprzednich części.

To zdecydowania najgorsza część tego filmu. Nie rozczarowuje aż nazbyt, ale nie zaskakuje na tyle, by wyjść z kina i powiedzieć WOW.

Weronika Wójcik

Chcesz więcej recenzji?

Zapraszamy na www.recenzujemy.eu

Komentarze