(Foto by Scott Barbour/Getty Images)

Wśród setek tysięcy emigrantów z Polski są też mieszkańcy naszego miasta. Wyjechali do Wielkiej Brytanii w poszukiwaniu lepszego życia. Czy elblążanie są bezpieczni?

Po referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej co i rusz słychać o atakach w stronę Polaków. Wśród milionów Polaków żyją tysiące rodzin z Elbląga. Czy mieszkańcy naszego miasta są bezpieczni? Postanowiliśmy porozmawiać z elblążanami.

– Nie spotkaliśmy się z żadną niepokojącą sytuacją, ale oglądamy wiadomości i widzimy co dzieje się w Wielkiej Brytanii odkąd ogłoszono wyniki referendum w sprawie wyjścia z Unii Europejskiej. Nas osobiście nie spotkały żadne nieprzyjemności, ani w pracy ani w szkołach do których uczęszczają nasze dzieci. – mówi nam Kasia, która z mężem i z dwójką dzieci wyjechała z Elbląga kilka lat temu. Rodzina żyje w Londynie.

– Być może to, że mieszkamy w Londynie ma wpływ na to, że nie doświadczyliśmy niczego przykrego ze strony Brytyjczyków. – dodaje nasza rozmówczyni.

Co innego mówi Monika i Adam, elblążanie, którzy żyją z 7-letnim synem kilkadziesiąt kilometrów od Londynu.

– Niestety, odkąd ogłoszono wyniki referendum już kilkakrotnie zostaliśmy zwyzywani na ulicy. Co najgorsze, przez najbliższych sąsiadów, z którymi dotąd wydawało nam się, że mamy dobre stosunki. W stronę naszego synka w szkole również kilkakrotnie padały wyzwiska i wulgaryzmy. Poziom nienawiści wzrósł po referendum niebywale. – mówi nam Monika.

– Zastanawiamy się co robić dalej, ale żyjemy tu już tyle lat, że traktujemy ten kraj jako nasz drugi dom. Kochaliśmy Wielką Brytanię ale jak sytuacja nie ulegnie zmianie, będziemy zmuszeni albo wracać, albo szukać szczęścia gdzie indziej. – dodaje Adam.

„Boimy się wychodzić z domu”

Fot. Ewa Banaszak
Fot. Ewa Banaszak

„Wracajcie do swojego p… kraju. Następna będzie wasza rodzina”. List o takiej treści znaleźli na swojej posesji Polacy, których przybudówkę podpalono w nocy z środy na czwartek.

– Moja młodsza, czternastoletnia siostra czekała na straż pożarną i przed drzwiami znalazła kopertę. Kiedy ją otworzyła, w środku znalazła list – opowiadała Ewa Banaszak w rozmowie z lokalnym dziennikiem „Plymouth Herald”. – Od razu wiedzieliśmy, że ma to związek z podpaleniem – dodała.

Kobieta podkreśliła, że to nie pierwszy atak na polską społeczność w Plymouth po referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Jak relacjonowała, dwa dni wcześniej jej 11-letni bracia bliźniacy byli obrażani i zostali obrzuceni kamieniami w pobliskim parku.

This is what has happened to our family last night !! This is so sad and disturbing to go through… Especially that we…

Opublikowany przez Ewa Banaszak na 7 lipiec 2016

– Wiem też, że pojawił się obraźliwy napis na polskim sklepie, a podobne incydenty zdarzały się też w innych częściach kraju, nie tylko wobec Polaków – powiedziała.

Przedstawiciel lokalnej policji inspektor Darren Green przyznał w oświadczeniu, że podpalenie „zostało dokonane celowo, było motywowane rasowo i stanowiło bezpośrednie zagrożenie życia”.

– Jesteśmy zniesmaczeni tym przestępstwem. Incydenty na tle nienawiści, takie jak ten, są traktowane przez moich funkcjonariuszy priorytetowo. Nie ma miejsca na tego rodzaju przestępstwa w Plymouth i zrobimy wszystko, co możliwe, aby znaleźć odpowiedzialnych za podpalenie i list wysłany do ofiar – podkreślił.

„Wielka Brytania jest moim domem”

Ewa Banaszak w rozmowie z BBC zaznaczyła jednak, że mimo strachu, nie zamierza wyprowadzić się z Plymouth. – Kocham wielką Brytanię. To jest mój dom. Jestem dumna, że jestem Polką, ale to Wielka Brytania jest moim domem i to się nie zmieni – tłumaczyła w rozmowie z Louise Walter.

Podkreśliła też, że list odzwierciedla poglądy mniejszości Brytyjczyków. – Większość chce byśmy tu byli i pracowali dla tego kraju – powiedziała. W rozmowie na żywo Polka podziękowała też Brytyjczykom za tysiące wiadomości i okazane jej rodzinie wsparcie.

Źródło: Express Elblag/Newsweek

Komentarze