Filmy z drona

Zamek w Łapalicach na filmie z drona. Specjalnie dla naszych Czytelników pojechaliśmy na Kaszuby aby przybliżyć na naszych łamach obiekt niezwykły, który choć fizycznie stoi, jest atrakcją, której tak naprawdę nie ma…

Zobacz nasz film nagrany z lotu ptaka

Ta potężna budowla przyciąga tłumy zwiedzających. Wybraliśmy się i my z naszą kamerą, aby zobaczyć zamek, który ma 365 okien, 12 wież, cztery skrzydła i… od lat 80 ciągle jest niedokończony.

Łapalice to niewielka, malowniczo położona miejscowość, leżąca tuż pod Kartuzami, wzdłuż trasy 211, która wiedzie serpentyną poprzez Kaszuby. Wokół Łapalic widoki są bajkowe. Lśniący las iglasty, liczne wzniesienia, a wszystko otoczone jeziorami. W tej krainie, na wzgórzu z przecudnym widokiem, stoi obiekt niezwykły na skalę Europy, którego budowa zaczęła się w latach 80-tych i której nigdy nie dokończono.

W środowy, czerwcowy wieczór odwiedziliśmy to miejsce. Już sam dojazd robi ogromne wrażenie. Aby dojechać do zamku, należy skręcić w wąską drogę, ulicę Zamkową. Jadąc, po prawej stronie naszym oczom ukazują się przecudne widoki. Jeziora, wzgórza i doliny. Nagle, na wprost naszego wzroku ukazuje się wieża wartowników a za nią potężny obiekt. Słowa nie oddadzą tego wrażenia i klimatu jaki nam towarzyszył. To po prostu trzeba zobaczyć.

W czasie gdy byliśmy na terenie zamku, podjechało kilka samochodów i ciągle kogoś mijaliśmy. To fenomen tego miejsca, bo budowy zamku przez dziesiątki lat nie udało się ukończyć. Miejsce przyciąga tłumy ciekawskich. Łapalice są oblegane przez turystów. I wcale nie przybywają oni nad jezioro, które z roku na rok bardziej zarasta trzciną. Przybyszów w samochodach z rejestracjami z całej Europy, tak jak i nas, interesowała w tej miejscowości tylko ta jedna tamtejsza atrakcja – ten niezwykły zamek.

Najnowszy zamek w Europie – poznajcie jego historię

Zamek ten powstał w…XX wieku. Obiekt był dzieckiem, marzeniem i dziełem życia Piotra Kazimierczaka – znanego rzeźbiarza i twórcy mebli. Zamek to jednak dzieło niespełnione, bo nigdy niedokończone. Cała historia tej budowli jak i losy Piotra Kazimierczaka to opowieść, z której mógłby powstać świetny scenariusz filmowy. To bowiem wzloty i upadki twórcy tego najnowszego w Europie zamku, a także niepewność, czy ten wyjątkowy obiekt nie zostanie rozebrany.

Niedokończone dzieło życia…

W 1984 roku rzeźbiarz dostał pozwolenie na wybudowanie na swojej działce domu z pracownią. Według planów powierzchnia miała przekroczyć 1000 metrów kwadratowych. Szybko jednak okazało się, że owa pracownia to nic innego jak… zamek. Kazimierczak od dzieciństwa chciał mieszkać w warowni. Wybudowano potężne fundamenty, na których zaczęły piąć się mury nowoczesnej warowni chronionej przed wzrokiem ciekawskich 4-metrowym murem.

Skąd jednak Piotr Kazimierczak miał pieniądze na taką inwestycję? Od lat 70. związany był z wymianą z ówczesnymi NRD i RFN. Zajmował się zarówno konserwacją kościelnego wyposażenia, jak i sprzedażą tzw. „gdańskich mebli”. Termin oznacza, stylizowane na barokowe ciężkie, czarne: stoły, krzesła i szafy. Biznes kręcił się dobrze, Kazimierczak założył nawet niewielką fabrykę w gdańskiej dzielnicy św. Wojciech.

Późniejsze losy jego biznesu układały się różnie. W 2000 roku Kazimierczak na miejsce zbankrutowanej już firmy powołuje nową. Niestety, rok później wylewa Kanał Raduni i południowo-wschodnie dzielnice Gdańska znajdują się pod wodą. Los ten dotknął także fabryczkę Kazimierczaka, który już z tej katastrofy się nie podniesie. Prace na zamku, wstrzymane jeszcze w latach 90., do dzisiaj nie zostały wznowione.

Niedokończona budowla budzi zachwyt

Zamek znalazł się nawet w obcojęzycznych przewodnikach. Do niewielkich Łapalic co chwila więc jadą samochody, których kierowcy pytają o ulicę nomen, omen Zamkową. Mieszkańcy tylko smutno przyznają, że turyści przyjeżdżają, robią zdjęcia i odjeżdżają.

Wszyscy chcieliby dokończenia budowy by przynosiła Łapalicom nie tylko sławę, ale i zysk. Na razie jedynymi „zarobionymi” na zamku są fotografowie robiący sesje ślubne oraz… sprzedawczynie kaszubskich truskawek. W końcu jak już turyści się zatrzymają by porobić parę zdjęć, to mogą kupić kobiałkę z świeżymi owocami.

Na zamek można się bez problemu dostać, co prawda wiszą ogłoszenia o prywatnym terenie, ale większość odwiedzających je ignoruje. Często można wewnątrz spotkać fotografów, a także miłośników urban explorations. Co roku mieszkańcy solidarnie sprzątają wnętrze popadającego w ruinę budynku.

  • Niesamowite miejsce niedaleko Elbląga.
  • Zamek w Łapalicach na filmie z drona
  • atrakcja której nie ma 
  • Kaszuby

Źródło: Express Elblag/NaTemat.pl

Komentarze