Księdza zabili czy zapił się na śmierć w Krynicy Morskiej? Autor nie szczędzi gorzkich słów na temat nieżyjącego księdza, ale i w kierunku innych osób. Według Lecha Słodownika, na siłę próbowano udowodnić, że sprawa śmierci księdza Zycha ma podłoże polityczne – walki z kościołem. A jak było naprawdę?

„Zabójstwo” księdza Sylwestra Zycha w Krynicy Morskiej (czyt. cierpliwie poniżej) – tak zaczyna się wpis Lecha Słodownika, historyka z Elbląga, który opublikował treść na Facebooku. To opinia ważna, bo w tamtych latach Lech Słodownik pracował

Postanowiliśmy przybliżyć całą treść wpisu Lecha Słodownika na naszych łamach. To wypowiedź historyka, który sprawy Elbląga i całego regionu zna bardzo dobrze. Sprawa śmierci księdza Zycha budziła wiele emocji, a według opinii Lecha Słodownika, wywnioskować można, że śmierć kapłana nie nastąpiła wskutek działań osób trzecich, czego dowodziły ekspertyzy śledczych. Historyk z Elbląga sugeruje, że ksiądz zapił się na śmierć. Oto pełna treść wpisu:

Dzisiaj byłem z 42. osobową grupą w KM. Płynęliśmy statkiem z Fromborka do KM – po 1,5 pobytu w KM wróciliśmy ponownie statkiem do Fromborka. Grupa z Płocka, z cudem uratowanej przed zagładą słynnej Fabryki Maszyn Żniwnych. Kierownikiem grupy był p. Leszek – mój imiennik. Tekst ten dedykuję dekarzowi z Elbląga – eks. prezydentowi J. Gburzyńskiemu, likwidatorowi kilkunastu zakładów przemysłowych Elbląga (może coś z tego zrozumie).

Dzisiaj podczas kilkugodzinnego rejsu jeden z uczestników wycieczki zapytał mnie o „zabójstwo ks. S. Zycha w Krynicy Morskiej…” (Ciało księdza Sylwestra Zycha znaleziono w Krynicy Morskiej 11 lipca 1989 roku – przyp. red.) Odpowiedziałem mu m.in. tak, jak stoi w niżej napisanym tekście. Proszę go doczytać do końca. (…)

Ks. Sylwester Zych (1950-1989) okazał się być drobnym pijaczyną… Podobnych jemu jest dzisiaj wielu księży, a nawet biskupów – jak ten biskup Piotr Jarecki, który 3 lata temu, w biały dzień – przed południem, mając ponad 2 promile walnął w słup w centrum Warszawy… Są biskupi pedofile jak biskup Julian Paetz, czy Wesołowski, nie mówiąc o zboczeńcu w sutannie księdzu Gilu, ale wówczas, za PRL-u o tym się nie mówiło. Wówczas każdy ksiądz był chodzącym ideałem, patriotą, walczącym z komuną i tłamszonym przez komunę…

Ks. S. Zych przyjechał do Braniewa by odwiedzić swego kolegę, którego poznał gdy siedział w tamtejszym zakładzie karnym. Popijali wódkę. W dniu 10 lipca 1989 r. postanowił popłynąć z Fromborka do Krynicy M. Wsiadł na statek we Fromborku (nikt go siłą nie wsadzał!) i w biały dzień, popłynął półtorej godziny przez Zalew Wiślany.

W Krynicy M. prosto z molo udał się do największej, najwstrętniejszej mordowni, speluny o nazwie „Riwiera”. W biały dzień! Nikt go tam siłą nie zaprowadził, ani mu nie towarzyszył! Powtarzam: ksiądz w biały dzień idzie do speluny „Riwiera”. Czy ktoś się nad tym zastanawiał i próbował to wyjaśnić? Czy tego księdza tam zaniesiono, czy zaprowadzono do tej mordowni siłą, w kajdankach? I tutaj kłania się klasyczny związek przyczynowo-skutkowy…

Pracowałem wówczas w komendzie przy ulicy Królewieckiej w Elblągu. W 1989 roku większość funkcjonariuszy SB (Służby Bezpieczeństwa) już sobie „dupy” (za przeproszeniem) zdychającą komuną nie zawracała, tylko rozglądała się gdzie by tu urządzić się po nadchodzącym szybkimi krokami jej upadku, czy pójść na jakąś intratną prywatkę, czy wyjechać na Zachód, do RPA, czy sprowadzić sobie samochód etc. A tu raptem wybuchła sprawa ks. S. Zycha.

Nie słyszałem ani jednego słowa, ani jednego przypuszczenia, domniemania itd. że to ktoś z „resortu zrobił” – padały sporadycznie określenia: „słyszałeś – ten klecha pijak zapił się na śmierć w „Riwierze…” Ale po tym fakcie doszli do głosu „dziennikarze-fachowcy” w rodzaju Jachowicza i innych oraz grzmiał wielki opozycjonista Edmund Krasowski, niesławny później szef gdańskiego IPN-u … „Zamordowali, zabili, upili go na śmierć, lejkiem (w biały dzień, w lokalu pełnym ludzi!) wlewali mu wódkę do gardła…”. Takimi idiotyzmami podpierali swoje idiotyczne przypuszczenia. Ale jakoś „tego lejka” nikt nie zauważył, a widziano ks. S. Zycha z jakimiś typami, których w sezonie, w Krynicy M. było jak zawsze pełno, jak tego dnia z nimi popijał ….

Później „dziennikarze” – Jachowicz, Krasowski i inni podnosili, że dwóch kelnerów zeznawało przeciwko ks. Zychowi („chlał w sposób przemysłowy”), a później ci kelnerzy zniknęli! „SB ich ukryła, zamaskowała, zakonspirowała…” I to był spisek według najczystszych kanonów budowanych dzisiaj m.in. przez PiS, przez Antka Policmajstra Macierewicza… Spisek za którym stała SB, i nie ważne było, że akurat w wyniku zaangażowania i współsprawstwa ks. S. Zycha zginął nie esbek, lecz Bogu ducha winny, szeregowy funkcjonariusz MO… I nikogo nie interesował fakt, że w sezonie, w Krynicy M. było dziesiątki przypadkowo zatrudnionych „na sezon”, z różnych stron, także z głębi Polski. Ludzie ci „po sezonie” rzeczywiście znikali, nie mieli też zatrudnienia na umowę, zameldowania w Krynicy M. etc. Dzisiaj jest podobnie… Ale „wg spiskowców” to był „prawdziwy spisek” – rewanż zbrodniarzy z SB i MO za śmierć sierż. Karosa…

„To SB i MO” podstawiła kelnerów którzy upili księdza, pobili go i… zniknęli. Logika na poziomie intelektualnym średnio wyuczonego gimnazjalisty. I nie ważne było to iż sekcja zwłok ks. S. Zycha przeprowadzona w Elblągu z udziałem najwybitniejszego miejscowego patomorfologa – lek. med. Fitobora (zm. w styczniu 2015), wykazała alkohol prawie w każdym elemencie organizmu zmarłego, o wątrobie już nie wspominając.

Nie udało się znaleźć śladów bicia, uszkodzeń gardła (od „lejka!”), ale wóda była wszędzie. A nie tego wówczas oczekiwano. Oczekiwano bowiem śladów zomowskiej pały, duszenia, specjalnego bicia, otarć gardła itd. „Jakieś pręgi” na plecach stwierdzono… Ciekawe… Czyli kompletnie pijany idzie zawsze prosto i nie przewraca się, nie wchodzi w krzaki „za swoją potrzebą…”

Sekcję zwłok ks. Zycha nadzorował wówczas młody, zdolny i obiecujący prokurator Wojciech Mazurek (absolwent UMK). W sądownictwie był wtedy również okres tymczasowości. Po jakimś czasie była słynna weryfikacja i prok. W. Mazurek musiał odejść. Musiał odejść ponieważ w oględzinach z sekcji zwłok tego klechy-pijaka napisał prawdę i z tej prawdy nie chciał się wycofać, naciskany przez wiele osób, m.in. przez tego Jachowicza, zdaje się.

Lech Słodownik
Lech Słodownik – historyk z Elbląga
Obrzydliwość… Prok. Wojciech Mazurek odszedł więc na prywatną praktykę adwokacką i pozostaje w niej do dzisiaj, ku wielkiemu swojemu i klientów – zadowoleniu. Jego żona w dalszym ciągu pełni wysoką funkcją w elbląskim sądownictwie – jest bowiem niekwestionowanym autorytetem.

Jeżeli dzisiaj ktoś chce rozwikłać sprawę (dla mnie oczywistą) ks. S. Zycha, to musi wrócić „do źródeł” i odpowiedzieć sobie na podstawowe pytania:

1. Dlaczego i po co ks. S. Zych popłynął statkiem do Krynicy Morskiej? (może szukał anonimowości, żeby się nachlać?)
2. Dlaczego i po co ks. S. Zych poszedł DOBROWOLNIE (!!!) w biały dzień do największej, ohydnej speluny w Krynicy Morskiej?

W tamtych czasach bywałem wiele razy w Krynicy M. Ale „sławną” „Riwierę” omijałem zawsze wielkim łukiem. Dzisiaj w jej miejscu stoi piękna willa. I z tego faktu niezmiernie się cieszę.

Komentarze