fot. Express Elblag

Najważniejsze egzaminy maturalne już za nami. Abiturienci zmierzyli się z językiem polskim oraz królową nauk, matematyką. Zdania co do poziomu trudności są podzielone. Siku na oświadczenie, połamana ekierka i „Lalka” Prusa, czyli jak naprawdę wygląda matura?

Jedni czują, że zdali zaś inni próbują doliczyć się tych magicznych 30%. Jednak nie lada sensacją tegorocznych matur stają się chore przepisy Centralnej Komisji Edukacji. Brak możliwości wyjścia do łazienki czy też napicia się wody przy stoliku, jest trochę przerażające.

Zacznijmy może od tego, że CKE robi się strasznie monotonne. Najpierw przez kilka lat na egzaminie gimnazjalnym torturowali młodzież rozprawkami, aby bodajże od 3 lat zacząć wrzucać charakterystyki. Tegoroczni maturzyści próbowali przewidzieć co takiego może pojawić się na egzaminie dojrzałości. Najczęściej obstawiane były lektury jak „Pan Tadeusz” Mickiewicza czy „Wesele” Wyspiańskiego. Większość maturzystów była święcie przekonana, że krwiożerczej „Lalki” Prusa nie będzie. Jakie wielkie zdziwienie dopadło młodych ludzi, kiedy to otworzyli egzamin i pierwsze czytanie ze zrozumieniem dotyczyło „LALKI”, a temat rozprawki był tak zbudowany, że pierwsze co przychodziło do głowy to właśnie „LALKA”.

Smutne, jest to, że CKE staje się monotematyczne. Rozumiem, że powieść Prusa jest wielowątkowa, że można ją wykorzystać praktycznie wszędzie. Ale wątpię żeby wśród 280 tysięcy maturzystów znalazło się może z 100 tysięcy, którzy ochoczo przeczytali „Lalkę” i uważali ją za bóstwo.

Jednak nie o egzaminie, a o jego chorych przepisach

Aby wyjść do łazienki w trakcie trzy godzinnego egzaminu, należało mieć zaświadczenie od lekarza o chorym pęcherzu. Jeśli zamarzył się komuś luksus w postaci cyrkla z wbudowanym ołówkiem, to od razu był rekwirowany przez komisje, dozwolony był jedynie tradycyjny cyrkiel z wkładem na długopis.

Jeśli ktoś z państwa posiada ekierkę lub kątomierz, komisja zmuszona jest ją państwu odebrać. Można jednak złamać ekierkę i używać jednej części jako linijki.” – takie słowa można było usłyszeć podczas egzaminu z matematyki. Jest to bardzo nie komfortowa sytuacja dla uczniów. Z jednej strony niepewność czy przyda się linijka czy też nie. Czy warto ją łamać? Na całe szczęście ci, którzy postanowili zachować w całości swoje kątomierze bądź ekierki, nie musieli tego żałować.

Aby wnieść małą butelkę wody, komisja zmuszona była sprawdzić etykietę lub ją zerwać. Butelka musiała stać przy nodze ławki, inaczej przecież mogła by uciec albo zbyt cię kusić. Marzenie w postaci paczki chusteczek również stało się nie do spełnienia, gdyż każda chusteczka musiała być luzem, aby sprawdzić czy przypadkiem nie masz w niej ściągi.

Dzięki Bogu, że nie sprawdzali atramentu w długopisach! – pisze zbulwersowana sytuacją internautka, na jednym z forów.

Najgorszym jest jednak fakt, że każda szkoła po swojemu interpretuje wymogi CKE. I tak oto w Elblągu trzeba było sikać w majtki, gdy w Warszawie była możliwość normalnego wyjścia do toalety.

Plusem w naszym mieście była możliwość posiadania własnej wody i napicia się jej w obrębie własnego stolika, jednakże w Warszawie aby napić się, należało stanąć przed komisją i twarzą w twarz i brać niewielkie łyki wody, tak by się nie przyczepili. W stolicy nikt nie czepiał się o cyrkiel czy ekierkę. Powstaje zatem nurtujące pytanie, jakie są w końcu przepisy maturalne? Czemu w jednej szkole dozwolone jest to, co zabronione w drugiej?

Summa summarum Centralna Komisja Edukacji z egzaminu maturalnego zrobiła rygor wojskowy. Kiedyś na maturze dozwolone było jedzenie, picie i wychodzenie do toalety. W dzisiejszych czasach zaprezentowane wyżej przykłady, dla większości, wydaja się być nienormalne. Czyżby członkowie komisji nie dawali sobie rady z upilnowaniem maturzystów i stąd taki rygor? Czy też zwykła przesada i robienie z igły widły.

Komentarze