Żegnam się z KORWiN - Drugi raz nie dam się nabrać na sztuczny miód

Żegnam się z KORWiN – Drugi raz nie dam się nabrać na sztuczny miód. – Pisze na swoim blogu Michał Szydlarski, który pełnił funkcję prezesa oddziału partii KORWiN.

Po ostatnim wpisie na blogu w mojej przestrzeni rozegrała się istna wojna. Ciosy i razy zadawane były z każdej strony. Wszystko przez odmienność mojego zdania, oraz akt niebywałej zuchwałości, wypowiedzenia tego co jest tematem tabu w partii KORWiN.

Wszystko co wydarzyło się w ostatnim tygodniu jest doświadczeniem niezwykle rozszerzającym świadomość manipulacji w strukturach partii.

Chcę powiedzieć głośno, że nie mam pretensji do ludzi obrażających mnie. Wypisujących pod moim adresem najrozmaitsze brednie, tylko po to, by mnie ośmieszyć i skompromitować moją ocenę sytuacji. Nie dziwi mnie to i właśnie tego się spodziewałem. Mam pełne zrozumienie dla ludzi broniących swojej racji. To bardzo oczywiste zjawisko i opisane już w dziesiątkach książek psychologicznych. Ale o tym później.

Rozumiem to doskonale, bowiem jeszcze rok lub dwa lata temu w identyczny sposób brałem na bagnety każdego kto śmiał podnieść krytyczny głos na Janusza, Wiplera i cały KORWiN. Oczywiście wydawało mi się, że napędzam rozmowę merytorycznymi wywodami. Teraz moim byłym kolegom z partii wydaje się tak samo. Czytam więc rzeczy jakie wypisują o mnie i o moim przekonaniu.

Ja natomiast czuję się zupełnie identycznie jak ludzie z, którymi kiedyś tak zaciekle rozmawiałem. Rozmowa ziemianina z kosmitą mówiącym w innym języku. Mówisz do niego, a on cię nie rozumie. I nie ma najmniejszej szansy, by cię zrozumiał.

Jak to wszystko się odwraca wraz z położeniem obserwatora.
Człowiek zaczyna dostrzegać kolejne elementy układanki niewidoczne jeszcze kilka tygodni wcześniej. Mogłem stać nad tymi pasującymi fragmentami i jak mantrę, powtarzać tezy i zapewnienia prezesa. I własnie dlatego nie dziwię się ludziom, bardzo sympatycznym, szczerym i inteligentnym. Nie chcę nikogo urazić, ale określenie osób, które kierują swe ataki na mnie i wszystkich posiadających inne zdanie, bardzo pasuje do pewnego cytatu wypowiedzianego przez Alberta Einsteina:

„Każdy inteligentny głupiec może uczynić rzeczy większymi, bardziej złożonymi i bardziej brutalnymi, ale potrzeba dotyku geniusza i wiele odwagi, by ruszyć coś w przeciwnym kierunku” .

Broń Boże nie mówię tu o sobie jako o geniuszu. Już i tak dostałem w twarz określeniem „monopolisty na prawdę”. Zostałem określony jako człowiek pyszny i traktujący wszystkich jak ciemniaków.

To zjawisko potwierdza się w przyrodzie każdego dnia. Najmocniej widać je podczas wyborów. Człowiek zostaje pochwycony przez pewna ideę, oplątany nią zaczyna identyfikować się z głosicielem przekonań. Potem zaczyna coraz mocniej obrastać w obce przekonania, a swoje zaczyna dostosowywać do głoszonej idei.

To nie dzieje się natychmiast, to złożony proces. Do tego dochodzi zaangażowanie, wysiłek, finanse i cała masa aktywności. Wszak wierzymy całym sobą, więc potwierdzamy to myślą i czynem.
Gdy jesteśmy już na tzw. haczyku, to lider, partii nagle zaczyna robić rzeczy zupełnie przeczące swoim zapewnieniom. Zaczyna szargać swą ideę najpierw delikatnie, a potem coraz mocniej nagina zasady ustalone podczas pierwszej randki pod gwiaździstym niebem.

Takie zagranie nazywamy „niską piłką”. Człowiek, zaczyna sam przed sobą udowadniać jak bardzo się myli. Przecież widzi coś, co nie może być prawdą. Przecież nie może być głupcem, który popiera takie zagrania. Lider pomaga mu oczywiście w utrzymaniu umysłu w sidłach. Tego co widzisz nie ma, a nawet jeżeli jest, to nie jest to moją winą.
To inni. To głupcy. Źli ludzie.
Reszta podobnych jemu również nawzajem się nakręca. Jedność umysłów. Przecież człowiek tak doceniany drobnymi tytułami i osiągnięciami w partii nie może dopuścić do siebie myśli o błędzie na samym początku. Jak to wpłynie na wymiar samooceny?

Sam siebie nie nazwie w brutalny sposób. To inni są bezmyślni.
Zaczyna się bronić przed sobą i przed całym światem. Zajadle broni idei, która nie ma nic wspólnego z pierwszym oczarowaniem.

Autentycznie on nie potrafi połączyć faktów, dziwnych przypadków, opinii innych ludzi, zamyka się na wszystko co może przypomnieć mu o tym, że mógł zostać zrobiony w balona. Wszak „chcącemu nie dzieje się krzywda” i jak teraz wytłumaczyć to swojemu EGO??
Mechanizm stary jak świat, z którego korzystają wszystkie partie. Wszystkie bez wyjątku.
Potem zastanawiamy się czemu ci KODowcy są takimi ciemniakami?

Czemu moherowe berety są takie głuche na krytykę socjalizmu?
Jak wyborcy PO mogą nie widzieć tych wszystkich afer i złodziejstwa?
Jak rolnik może głosować na PSL? Przecież oni niszczą polską wieś korupcją i układami.
I tak można wymieniać bez końca. Koniec jest przy niedzielnym stole gdy ojciec z synem łapią się za koszule, gdy synowa wyzywa matkę, która jest tą okropną ………….tu można wstawić dowolne słowo opisujące partię.

Ten mechanizm jest powszechny. I ja też długo go nie dostrzegałem.
To nieznośne umniejszanie naszej mądrości boli nas dotkliwie, tak jesteśmy zbudowani. Trudno sobie z tym poradzić bez świadomości mechanizmu i doświadczeń w tym zakresie. Na takie osoby mówimy „Mur” albo „Beton”, a sami często zachowujemy się w identyczny sposób.

JKM mówi o sytuacji w Elblągu parskając i chrząkając śmiechem do mikrofonu. Przekaz jest jasny.
Jeden głupek sobie coś ubzdurał. Inny coś tam gada. Szkoda słów. To idioci.
Jak ja mogłem wcelować w 4,97% wyniku wyborczego. Przecież jeżeli tu chodzi o pieniądze to powinienem mieć jak największy %. Im większy ten procent tym większe pieniądze.
I ten człowiek mówi o manipulacji jakiej jest poddawany w TVN na każdym kroku. Setki filmów na YT tłumaczą słowo po słowie co powiedział i co chciał przekazać.
Tu jednak jemu samemu manipulacja przychodzi niezwykle łatwo.

” Czara goryczy przelała się w dniu wieczoru wyborczego. Wtedy po rozmowie z kilkoma liderami zrozumiałem, że celem ostatecznym jest subwencja. Nie próg wyborczy, ale kilkanaście baniek.”

– ta subwencja była jak gwiazdka z nieba. Nikt z ludzi wiedzących jak wygląda kampania wyborcza nie liczył na przekroczenie progu. Celem było wykręcenie jak największej subwencji. To, że cyfra zatrzymała się w takim komicznym miejscu jest kaprysem losu i zwykłym szczęściem. Można dalej pozorować ruchy ambitnego działania i wpływu na….
No właśnie. Na nic.
Opisałem to tak..

„Cała kampania to wielka ściema.Liderzy doskonale wiedzieli o poziomie fachowości w kampanii, a mimo to mówili o możliwych 10%. Wszystko to było podtrzymywane przez JKM przy każdej wypowiedzi. Myślicie, że nastąpiły jakieś rozliczenia osób odpowiedzialnych za kampanię, jakieś wnioski, debata, cokolwiek…nic.”

-nic nie nastąpiło, bo przy następnej okazji będzie identyczna sytuacja z odrobinę większym naciskiem na słowo „pozory”. Opisałem to nie tylko ja, ale też Łukasz Nosarzewski i Rafał Bojaczuk, który z racji pełnienia funkcji skarbnika miał wgląd w system finansów. Opisał to w swoim oświadczeniu za, które doznał tego samego napiętnowania. Pamiętajcie, że ośmieszenie to potężna broń w polityce.

Zresztą osób, które znalazły się w identycznej sytuacji jest cała masa. Po naszym głośnym oświadczeniu posypały się wiadomości od ludzi z całej Polski. Wyłania się obraz tragiczny. Nie będę cytował wpisów, bowiem to nadaje się na osobny post. Jest tego naprawdę dużo. Zacytuję jeden fragment wpisu od człowieka, który przez kilka lat był przy boku JKM realizując rozmaite kampanie i wydarzenia.

„Obserwowałem JKM przez 24 godziny na dobę i proszę mi wierzyć nie da rady przez 24 godziny zgrywać wariata. On się osłaniał dziesiątki razy. Tam nie ma czystych intencji”

Żegnam przygodę z KORWiNem i zaczynam zupełnie nowy etap bogatszy o doświadczenia wyniesione z partii. Ten czas mimo wszystko nie był dla mnie stracony. Drugi raz nie dam się nabrać na sztuczny miód. Pozdrawiam i wszystkim nieprzejednanym szczerze życzę powrotu na ścieżkę prawdy. Wasza energia jest potrzebna w zupełnie innym miejscu, ale do tego trzeba dojrzeć lub zobaczyć coś więcej niż prywatna korzyść.

Źródło: http://michalszydlarski.blogspot.com

Komentarze