„Będziemy próbować do skutku”. Szokujące dotąd niepublikowane nagrania z kokpitu Tu-154M

    0
    4425
    [TS_VCSC_HTML5_Video video_mp4_source=”false” video_mp4_remote=”http://expresselblag.pl/wideo-stream/Niepublikowane-nagrania-z-kokpitu-Tu-154M.mp4″ video_poster=”22631″ video_title=”Szokujące, dotąd niepublikowane nagrania z kokpitu Tu-154M” video_logo_show=”logocontrol” video_logo_image=”18293″ video_logo_link=”url:http%3A%2F%2Fexpresselblag.pl%2Fwideo%2F|title:Serwis%20Wideo%20Express%20Elbl%C4%85g|target:%20_blank”]

    Sześć lat po katastrofie smoleńskiej opinia publiczna wciąż zadaje sobie pytanie, co się działo w kabinie tupolewa w ostatnich minutach tragicznego lotu. Dziennikarzom magazynu „Czarno na białym” TVN24 udało się odtworzyć sytuację w kokpicie i działania załogi dzięki zapisowi rozmów prowadzonych w tym miejscu. Szokujące dotąd niepublikowane nagrania z kokpitu Tu-154M publikujemy dzięki współpracy Expressu z agencją prasową Grupy TVN.

    Rok temu stenogramy ujawniło Radio RMF. Magazyn „Czarno na białym” publikuje nieznaną dotąd wersję z dźwiękiem z kabiny. Dźwiękiem zgranym z czarnych skrzynek tupolewa.

    To zapis dźwięku z ostatnich 38 minut lotu prezydenckiego Tu-154M. W tej wersji nigdy nieemitowany i nieprezentowany publicznie, zgrany i cyfrowo oczyszczony. To najczytelniejsza do tej pory wersja i jeden z ostatnich dowodów prokuratorów.

    Zapis podzielony jest na trzy ścieżki: z mikrofonu radia dowódcy, drugiego pilota oraz mikrofonów z kokpitu. Do tej pory te trzy zapisy prezentowano razem i były one niskiej jakości. Dzięki nowej wersji udało odczytać się o ok. 30-40 procent więcej.

    Nagranie pozwala zrozumieć sytuację w kokpicie i jest dowodem na to, że piloci zignorowali liczne ostrzeżenia. Pierwsze minuty to prywatne rozmowy załogi, żarty, śmiech. – Jakby kto pytał, Franciszkańska 3 – słychać głos drugiego pilota.

    Zignorowano ostrzeżenia

    Kilka minut później odzywa się białoruski kontroler z Mińska. – Polski 101… dla informacji:… Smoleńsk. Widzialność 400 metrów mgła – mówi. W tle pojawia się prawie niesłyszalna reakcja załogi. – O ku…a! – mówi nawigator. – Cooo? – pyta drugi pilot. – Fantastiko i to za fryko – mówi technik. – Ku…a, to nasze meteo, naprawdę! – dodaje drugi pilot. – Nasze meteo jest naprawdę zaje….e – podejmuje dowódca.

    Piloci nie zmieniają kursu, lecą dalej i zastanawiają się jedynie nad planem uroczystości. W pewnym momencie odzywa się wieża w Smoleńsku. – A, PLF Foxtrot, y, jeden-zero-jeden, reszta paliwa… paliwa ile wam zostało? – pyta nawigator z wieży Korsarz w Smoleńsku. Dopytuje jeszcze, jakie zapasowe lotnisko ma załoga. – Witebsk i Mińsk – odpowiada dowódca.

    W pewnym momencie w słuchawkach rozlegają się polskie słowa. Do pilotów zgłasza się załoga Jaka-40, który przewoził dziennikarzy. – Chłopaki, Rafał z tej strony. Przejdźcie na 1-2-3-4-5 – mówi.

    Na 16 minut przed katastrofą załoga tupolewa otrzymuje najważniejsze chyba ostrzeżenie. Co istotne, z Jakiem rozmawia tylko drugi pilot. – Artur, jestem – mówi.

    – No witamy ciebie serdecznie. Wiesz co? Ogólnie rzecz biorąc, to pi…a tutaj jest. Widać jakieś czterysta metrów około i na nasz gust podstawy są poniżej pięćdziesięciu metrów grubo – informuje dowódca Jaka-40. – A wyście wylądowali już? – pyta drugi pilot Tu154-M. – Nam się udało tak w ostatniej chwili wylądować. No, natomiast powiem szczerze, że możecie spróbować jak najbardziej. Dwa APM-y są, yy, bramkę zrobili. Tak że możecie spróbować, ale jeżeli wam się nie uda za drugim razem, to proponuję wam lecieć na przykład do Moskwy albo gdzieś – kończy dowódca Jaka.

    Dowódca Tu-154M nie słyszy tej sugestii.

    „Będziemy próbować do skutku”

    Piloci przekazują sobie, że nie dadzą rady usiąść. Informują dyrektora protokołu dyplomatycznego, że spróbują podejść, ale „prawdopodobnie nic z tego nie będzie”. – Będziemy próbować do skutku – odpowiada dyrektor.

    Z nagrań zarejestrowanych przez mikrofony w kokpicie wynika, że do kabiny co chwila ktoś wchodzi. Pod koniec lotu osoba postronna, według niektórych ekspertów to dowódca sił powietrznych, prawidłowo odczytuje wysokość i zachęca do lądowania.

    Cztery minuty przed katastrofą pada kolejne ostrzeżenie. – Arek, teraz widać dwieście – mówi dowódca Jaka. Mimo że pilot tupolewa zgodnie z przepisami nie powinien lądować przy widoczności poniżej 1500 metrów, załoga decyduje się na lądowanie. Samolot kontynuuje zniżanie.

    – 400 metrów – mówi nawigator. – Ktoś tu zawinił – dodaje inny głos. – Mówisz do widzenia – mówi drugi pilot. – Nieee, ktoś za to beknie – dodaje dowódca. – Pomysły! – kwituje dowódca sił powietrznych.

    20 sekund później zaczyna się ostatnie odliczanie. Tempo zniżania samolotu jest za szybkie. To tak, jakby maszyna z każdą sekundą zniżała się o 2 piętra. Zaczyna się odliczanie. – Dochodź wolniej – mówi drugi pilot. Samolot spada coraz szybciej.

    – Ku…a mać! – słychać dowódcę. To ostatnie słowa, jakie padły przed katastrofą.

    Źródło: X-News/http://www.tvn24.pl

    Komentarze