W podziękowaniu za kurs częstował panie czekoladkami a panów piwem. W Toruniu był najbardziej znanym taksówkarzem. Do jego auta ustawiały się kolejki. Henryk Janicki miał 85 lata. Za kółkiem spędził pól wieku.

Henryk Janicki w swój pierwszy kurs wyruszył w 1958 roku starym, jeszcze przedwojennym chevroletem. Miał boczny numer 2. Kochał swój zawód i lubił ludzi, których woził.

– Witam mojego pracodawcę – w tak nietypowy sposób zwracał się do pasażerów, którzy korzystali z jego usług. Ci, którzy go znali wspominają, że był fantastycznym człowiekiem i świetnym kierowcą. Niektórych woził do chrztu a potem do ślubu.

Był wyjątkowy. Nikt nie miał takiego powodzenia jak on. Tylko do jego taksówki na postoju ustawiały się kolejki chętnych. Fenomen taksówkarza zainteresował pochodzącego z Torunia reżysera Ryszarda Kruka. Jego dokumentalny film „Taksówkarz” z 2009 roku rozsławił pana Henryka na całym świecie.

Przejażdżka starym, kremowym Fiatem 125p, którym pan Henryk jeździł od lat 70-tych była jak podróż w przeszłość. Taksówkarz znał wszystkie toruńskie legendy i anegdoty i chętnie się nimi dzielił. Za to nigdy nie przekraczał prędkości 50 km/h. Cierpliwych słuchaczy na zakończenie kursu częstował czekoladkami (panie) albo piwem (panowie).

Henryk Janicki zmarł przed Wielkanocą. Miał 85 lat. Na forach internetowych zaroiło się od pełnych żalu wpisów mieszkańców Torunia. Kremowego Fiata przy wsparciu mieszkańców Torunia wykupiła Lokalna Organizacja Turystyczna.

Źródło: Fakt24

Komentarze