Były sklep PSS Społem w Domu handlowym Fenix w Elblągu, obecnie Biedronka na skrzyżowaniu ul. 12 lutego i al. Armii Krajowej. Fot. Piotr Kajmer

Nagie haki w mięsnym, ocet na półkach, kilometrowe kolejki i kartki – to pierwsze skojarzenia, które przychodzą nam do głowy, kiedy myślimy o zakupach w smutnych czasach PRL-u. Ale zaraz, czy na pewno było aż tak źle? Czy w Wielkanoc ludzie siedzieli przy pustych stołach?

Komunistycznym władzom Wielkanoc, jak każde większe święto chrześcijańskie, była nie w smak. O ile jednak Boże Narodzenie można było spłycić do serii zwykłych spotkań rodzinnych, podczas których ludzie obdarowują się, ot tak, prezentami, z Wielkanocą był już większy problem. Władza próbowała nazywać ją Świętem Wiosennym, a aż do czasów gomułkowskiej odwilży z 1956 r. jakakolwiek wzmianka w prasie o ważnym obchodzonym przez katolików dniu była zabroniona.

Wielkanoc w PRL-u stanowiła jednak nie tylko problem ze względów ideologicznych, ale też (a może przede wszystkim) przyziemnych. W państwie o centralnie planowanej gospodarce trudno było bowiem o najbardziej podstawowe produkty spożywcze, dlatego też zaczęto je reglamentować, sprzedając na kartki. Wprowadzenie kartek w PRL-u było bezpośrednią kontynuacją reglamentacji towarów jeszcze z czasów okupacji hitlerowskiej. W pierwszych latach komunistycznego ustroju ograniczano sprzedaż niemal wszystkiego – od zapałek, po ziemniaki. Z czasem powoli się z tego wycofywano, by w 1949 r. całkowicie kartki znieść.

Była to jednak tylko decyzja propagandowa i reglamentacja wróciła w 1951 r. W pierwszej kolejności kartkami objęto sprzedaż wyrobów mięsnych, później dołączyły do nich m.in. masło i tłuszcze roślinne. Kartki po raz kolejny wycofano w 1953 r., a powróciły w roku 1976 wraz z wprowadzeniem reglamentacji cukru. Pozostały one z Polakami już do końca komunizmu, obejmując w międzyczasie kolejne produkty jak mięso, masło, ryż, kaszę czy mąkę, a nawet słodycze, alkohol, papierosy i detergenty. To jednak tylko suche informacje. Jak to wszystko zapamiętali ludzie, szczególnie w kontekście świąt? To co najważniejsze, spisaliśmy poniżej…

Dworzec PKS Elbląg - fot. Piotr Kajmer
Dworzec PKS Elbląg – fot. Piotr Kajmer

Największy problem był z mięsem. Przed Wielkanocą do sklepów rzucano wprawdzie szynki, ale były potwornie drogie, nie sposób było kupić jakiś większy kawałek. Część ludzi kupowała więc mięso na targu, od chłopa. W wielu rodzinach panował też zwyczaj, że wraz z krewnymi zrzucano się na świniaka. Przed Wielkanocą był on zarzynany i robiło się z niego kiełbasy czy szynki. Ludzie kombinowali, wyjeżdżali na wieś. Biło się świniaka, a potem przerabiało na różne specjały. Było to o tyle dobre rozwiązanie, że, chcąc kupić mięso w sklepie, nie tylko trzeba było mieć na nie kartkę, ale i wystać je w kolejce.

Nie samym jednak mięsem człowiek na Wielkanoc żyje. Co z innymi produktami? W sklepach były jajka, ale głównie tzw. chłodnicze. Były tańsze od wiejskich, lecz paskudne. Jajka dostawało się też z pracy, tak jak dziś szefowie czasem rozdają pracownikom bony towarowe. Wtedy taką świąteczną gratyfikację dostawało się w naturze. Można było otrzymać jaja czy nawet kurczaki. Władze żadnych nadprogramowych kartek z okazji świąt nie przydzielały.

Był jednak na to sposób. Kartkami można się było między sobą wymieniać. Na przykład jeżeli w rodzinie nikt nie palił, dawało się znajomym kartki na papierosy, w zamian otrzymując kartki na mięso czy inne rzeczy.

Trudno też było ze słodkościami. Nie każdy mógł kupić słodycze, bo inny był na nie przydział, w zależności od wieku danej osoby czy dla kobiet w ciąży. Na Wielkanoc piekło się więc ciasta, na szczęście mąka była dostępna. Problem był już jednak na przykład z bakaliami, a jeśli ktoś chciał w sklepie kupić galaretkę, musiał przedstawić zaświadczenie, że jego dziecko jest na diecie bezglutenowej. W innym wypadku nie mógł jej nabyć.

Problemy były też np. z kawą. Nie było też dobrych cytrusów. Przed Wielkanocą do sklepów trafiały wprawdzie kubańskie pomarańcze, ale były bardzo niesmaczne, gorzkie, z grubą skórą. Żadnych kłopotów nie było za to z zakupem alkoholu – to zawsze było dostępne…

Choć za komuny żyło się bardzo trudno, swoje PRL-owskie Wielkanoce niemal wszyscy wspominają miło. Może wtedy tych produktów na stole było mniej, ale bardziej człowiekowi smakowały, niż teraz…

elblag-lata-prl

Pl. K. Jagiellończyka Elbląg - Autor: P. Kajmer
Pl. K. Jagiellończyka Elbląg – Autor: P. Kajmer

Źródło: pulshistorii.pb.pl, dzieje.pl

Komentarze