Funkcjonariuszowi publicznemu spłonęły dwa samochody |FOT. Express Elblag|

„Ogień gasiliśmy sami. Strażacy z Milejewa stali z założonymi rękoma. Nie zrobili nic. Nie ugasili ognia, nie sprawdzili czy nie ma żadnego zagrożenia po tym jak dzięki strażakom ochotnikom z Ogrodnik, pożar ugasiliśmy sami.” – relacjonuje nam rodzina z miejscowości Ogrodniki. Funkcjonariuszowi publicznemu spłonęły dwa samochody. Ochotnicza Straż Pożarna z Milejewa nie zrobiła nic.

Do zdarzenia doszło w minioną noc w miejscowości Ogrodniki koło Elbląga. Na posesji przed domem ktoś podpalił dwa samochody. O tym, że doszło do podpalenia, nikt nie ma wątpliwości. Sprawca podrzucił pod auta butelki z łatwopalną cieczą. Ogień rozprzestrzeniał się w mgnieniu oka. Pojazdy zostały doszczętnie zniszczone.

Wątpliwości za to budzi podejście Strażaków Ochotników z Milejewa, którzy nie podjęli żadnych czynności podczas pożaru. Jak nam mówił Tomasz Kwietniewski – naczelnik Ochotniczej Straży Pożarnej w Milejewie – strażacy, których pracą kieruje, na miejsce zdarzenia jechali tylko po to… aby zawrócić pojazdy. Gdy wyruszyliśmy z remizy, otrzymaliśmy informację od oficera dyżurnego w Elblągu, że pożar został ugaszony.

Inną relację wydarzeń przedstawia poszkodowana rodzina. – To co się tu działo, to jakiś koszmar. Strażacy z Milejewa przyjechali na miejsce, stanęli wzdłuż drogi i nie podjęli żadnych działań. Biegaliśmy tu z miskami, wiadrami i szlauchem i gdyby nie okoliczni mieszkańcy, szczególnie ci z OSP Ogrodniki, sami nie dalibyśmy rady. Mogło dojść do tragedii. Wszystko działo się dwa metry od domu. – opowiada nam Mateusz, do którego należał jeden ze spalonych samochodów.

– Po kilkunastu minutach od zgłoszenia pożaru, straż pożarna z Elbląga dzwoniła do nas z pytaniem, czy ugasiliśmy pożar. To jakiś absurd. – dodaje siostra Mateusza.

Strażacy ochotnicy z Milejewa nie mają sobie nic do zarzucenia. W rozmowie z nami stwierdzili, że na posesję nie zostali wpuszczeni, dlatego… nie podjęli działań ratowniczych. Twierdzą, że to zgodne z prawem. Jak mówił nam naczelnik OSP Milejewo – zgodne z prawem także jest to, że nikt nie sprawdził miejsca zdarzenia po ugaszeniu pożaru. Nikt też nie sprawdził, czy jest ono bezpieczne. Nie podpisano żadnych protokołów odbioru miejsca zdarzenia, bo straż nie podjęła żadnych czynności. Wszystko miało odbyć się w harmonii z prawem.

Dziś rano, gdy na miejsce przybyli policyjni technicy, samochody jeszcze się tliły. Ogień nie został odpowiednio ugaszony, bo do czynności mieszkańcy wykorzystali tylko wodę. Bez piany i specjalnych substancji, które ogień trwale by wyeliminowały.

W całym tym zdarzeniu bulwersuje kilka kwestii – bierność strażaków ochotników z Milejewa, oraz to, że pożar miał miejsce 50 metrów od remizy Ochotniczej Straży Pożarnej w Ogrodnikach. Sprawa zastanawiająca jest też z innego powodu. Oba spalone pojazdy należą do funkcjonariusza publicznego. Czy to zemsta za prawidłowo wykonywane podczas służby obowiązki, czy próba zastraszenia funkcjonariusza?

– Jesteśmy wdzięczni za pomoc udzieloną nam przez okolicznych mieszkańców, także strażakom ochotnikom z Ogrodnik. Sam jestem funkcjonariuszem publicznym i pierwszy raz zetknąłem się z takim podejściem służb ratunkowych. W głowie się nie mieści, że strażacy z Milejewa mogli biernie przyglądać się płonącym pojazdom i nie podjąć żadnych czynności. – mówi nam pan Henryk. – Prawdopodobnie złożymy zawiadomienie do Prokuratury, bo niedopełnione zostały obowiązki. Nasze zdrowie i życie zostało narażone. Zresztą nie tylko nasze, a mieszkańców z okolicznych zabudowań. – dodaje.

 

Komentarze