Ojciec Czesław A. Klimuszko – znany jasnowidz, zielarz i uzdrowiciel, przez wiele lat żyjący w Elblągu i tu pochowany na cmentarzu Dębica, powiedział, że przyjdą czasy, kiedy klimat w Polsce zmieni się na „równikowy” i będą rosły u nas owoce południowe. Potem Europę zaleje woda. Ojciec Klimuszko przepowiadał: Tu, gdzie jesteśmy dziś, będzie morze. Woda pokryje mój cmentarzyk… Czy te wizje spełniają się na naszych oczach?

Przepowiednie dwóch nietuzinkowych XX-wiecznych jasnowidzów zapowiadały, że zbliża się okres wielkich zmian klimatycznych, które odmienią oblicze Ziemi. Pogodowe ekstrema, w tym afrykańskie upały, jakie obecnie nękają Europę, staną się dla ludzi przyszłości chlebem powszednim. Po nich może jednak nadejść coś dużo groźniejszego…

Klimuszko: Równik w Polsce

Ojciec Czesław Andrzej Klimuszko (1905-80) to człowiek legenda. Zasłynął jako zielarz – twórca popularnych mieszanek leczniczych, jednak największy rozgłos zyskał jako jasnowidz i medium. Dzięki rozwiniętemu „szóstemu zmysłowi” zakonnik lokalizował zaginionych, do czego wystarczała mu tylko fotografia. Polscy parapsycholodzy, w tym Lech „Emfazy” Stefański, Stefan Manczarski i Roman Bugaj przeprowadzili z Klimuszką serię eksperymentów, które potwierdziły jego niezwykłe zdolności. Osobiste refleksje i doświadczenia z parapsychologią sam wizjoner opisał w książce „Moje widzenie świata”.

Urodzony na Podlasiu, w biednej rodzinie, już jako dziecko zauważył u siebie przebłyski zdolności parapsychicznych, choć jeszcze nie wiedział, jak ich używać. W 1925 r. wstąpił we Lwowie do zakonu franciszkanów czarnych (konwentualnych). Wybuch wojny zastał go w Warszawie. Zakonnik twierdził, że nieco wcześniej miał sen, który zwiastował klęskę kampanii wrześniowej i zbrodnie niemieckiego okupanta. Bojąc się o bezpieczeństwo, Klimuszko uciekł ze stolicy. W Kaliszu ledwo wyrwał się z rąk Gestapo. W 1940 r. stało się coś, co odmieniło jego życie. Został skatowany przez Niemców, którzy wcześniej kazali mu przypatrywać się masakrze mieszkańców Wierzbicy pod Radomiem. W Klimuszce coś wtedy pękło, ale równocześnie odezwał się jego nadprzyrodzony zmysł.

Od tamtego momentu zdał sobie sprawę, że potrafi czytać w ludziach jak w książkach. Pisał, że ta zdolność przypominała oglądanie filmu, który ciągnął się za każdym człowiekiem, pokazując całe jego życie. Franciszkanin potrafił również na przykładzie zdjęcia określić, co dzieje się z przedstawioną na nim osobą. Kiedy więc po wojnie osiadł w Prabutach na Pomorzu, odwiedzali go tam ludzie poszukujący zaginionych podczas okupacji krewnych. Po przeprowadzce Klimuszki do klasztoru w Elblągu chorzy i strapieni kierowali się właśnie tam.

Zakonnik miewał również wizje dotyczące przyszłości świata i Polski, ale mówił o nich niechętnie. Przyznawał, że czuł psychiczny ciężar, wiedząc, że to, co zobaczył, nieubłagalnie się ziści. Wizje doprowadziły go do przekonania, że kres cywilizacji zbliża się i jest nieuchronny, a pierwszy etap „początku końca” mamy już za sobą. Choć franciszkański jasnowidz nie podawał dat, twierdził, że wielkie przemiany dokonają się w najbliższych dekadach. Dodawał, że po jego śmierci nasz kraj znajdzie się na krawędzi (i miał rację, bo w 1981 r. wprowadzono stan wojenny), ale gdyby miał wybrać miejsce do życia w przyszłości, wskazałby właśnie na Polskę, mimo że wiele się w niej zmieni, np. klimat.

„Będzie ciepło jak na równiku, a za waszymi oknami będą rosły owoce południowe” – mówił, dodając, że Europę czeka też wielki potop. „Zniknie pod wodą Rzym ze wszystkimi muzeami, z całą cudowną architekturą. Morze pokryje archiwa, wszystkie dokumenty opatrzone pieczęcią tajności już będą na zawsze utracone. (…) Te wody (w wizji – przyp. aut.) szły przez Niemcy aż tutaj. Sięgnęły Polski. Tu, gdzie jesteśmy dziś, będzie morze. Woda pokryje mój cmentarzyk” – prognozował.

Czy ten scenariusz się wypełni?

Zwolennicy Klimuszki twierdzą, że jest się czego obawiać, bo franciszkanin trafnie przepowiedział m.in. śmierć kard. Augusta Hlonda, wybór Karola Wojtyły na papieża, onet-logo1rozpad ZSRR, a także starcie Zachodu z islamem. Zapowiadał też, że Włochy padną ofiarą przybyszów z południa, którzy nie będą chrześcijanami i przybędą na „małych stateczkach”. Czy miał na myśli falę emigrantów z Afryki, z którą obecnie boryka się UE?

Komentarze