Na początek kilka słów wyjaśnienia. Po pierwsze – przepisy ruchu drogowego są po to, żeby się do nich stosować, a łamanie ich stwarza realne zagrożenie na drodze. Po drugie – opisane niżej typy nie mają płci ani wieku (wiem, wiem, wielu z was ma na ten temat inne zdanie). Po trzecie – to nie będzie tekst o piratach drogowych. Oto 13 najbardziej irytujących typów kierowców…

1. DROGOWY DŻENTELMEN

Wyobraźcie sobie następującą sytuację: do restauracji wchodzi dżentelmen ze swoją partnerką. Zdejmuje jej płaszcz, przy okazji waląc łokciem w głowę nieznajomą kobietę, która stała za nim. Tak właśnie zachowuje się „drogowy dżentelmen”. Widzi każdego przed sobą i obok siebie, ale ci z tyłu po prostu dla niego nie istnieją. Jakby nie do końca wiedział, do czego służy lusterko wsteczne.

„Dżentelmen” zatrzyma się przed każdymi pasami, kiedy tylko jakiś pieszy pojawi się w ich pobliżu: „proszę, idźcie ludzie, panie przodem!”. W przypadku zwężenia drogi, kiedy obowiązuje jazda „na zamek błyskawiczny”, „dżentelmen” przepuści nie jedno, a pięć aut! Przecież i tak tamci mają gorzej, bo ich pas jest zamknięty (i dziwnym trafem często to zamknięty pas porusza się szybciej, co pewnie nieraz zauważyliście). „Dżentelmen” zatrzyma się na drodze i wpuści auto z podporządkowanej nawet wtedy, kiedy droga jest pusta, a za nim jadą raptem 2-3 samochody. Spokojnie – poczekamy…

Od „drogowego dżentelmena” gorszy jest tylko tzw. złośliwy drogowy dżentelmen. To taki perfidny typ, który najpierw się zatrzyma (i cały sznurek aut, które za nim jechały), wpuści przed siebie jednego z drogowych ślimaków (starą ciężarówkę, traktor, zdezelowanego busa), a za minutę skręci i radośnie odjedzie w siną dal. Zgroza.

2. KIEROWCA RADAROWIEC

Normalny kierowca: jedzie, widzi informację o fotoradarze, sprawdza, jaką ma prędkość na liczniku, dostosowuje ewentualnie prędkość do obowiązującej (podkreślamy – nigdy nie należy przekraczać dozwolonej prędkości!), przejeżdża obok fotoradaru. Proste? Nie dla wszystkich niestety.

Kierowca radarowiec: zazwyczaj jedzie z dozwoloną prędkością, ale nagle wyrasta przed nim złowrogi fotoradar. Co trzeba zrobić w takiej sytuacji? Oczywiście trzeba nacisnąć hamulec. Po to fotoradar stoi, żeby kierowca zwolnił. Nie bardzo wie, ile, najlepiej do 30 km/h. Nerwowo hamuje – ryzyko nie popłaca! Czasem masz wrażenie, że zaraz się zatrzyma, wysiądzie i przepcha to swoje auto obok fotoradaru.

Drodzy kierowcy – fotoradar nie jest wrednym żywym stworzeniem, które na was poluje. Fotoradar to urządzenie służące do rejestrowania przekroczenia dopuszczalnej prędkości pojazdów (warto do zdjęcia mieć zapięte pasy i nie rozmawiać w tym czasie przez komórkę). To wszystko.

3. KIEROWCA „PIĘĆDZIESIĄTKA”

Słyszeliście o pojęciu „bariera psychologiczna”? Na pewno. Są kierowcy, dla których prędkość 50 km/h (czasem 60) to bariera nie do pokonania. W terenie zabudowanym – 50. No i dobrze. Ale w terenie niezabudowanym – też 50. Na drodze z ograniczeniem prędkości do 70 km/h – 50. Byle bezpiecznie, byle do celu. Jakby im noga przyrosła do pedała gazu i nie mogli nią poruszyć.

Wśród tego typu kierowców wyróżnić można podkategorię „survivalowców”. Oni, proszę państwa, nie jadą – oni walczą o życie. Nos przy szybie (żeby widzieć koniec własnego auta, mnie się nie udało), ręce kurczowo trzymające kierownicę (która, jak wiemy, lubi czasem odpaść i uciec przez okno), plecy sztywne, oparcie pionowe, wzrok skupiony, czujny. To nie są żarty, proszę państwa. Nie bez powodu mówi się o „miejskiej dżungli”.

Jeśli ktoś najzwyczajniej w świecie boi się rozwinąć większą prędkość, to może lepiej, żeby jechał te 50 km/h. Co ma jednak zrobić kierowca, który chciałby pojechać dozwolone 70 km/h, a nie ma możliwości wyprzedzić „pięćdziesiątki”?

4. KIEROWCA Z KRAINY DESZCZOWCÓW

Pewnie zauważyliście, że są dni, kiedy miasto nagle „staje”, a kierowcy poruszają się, jak w jakiejś melasie. Powód? Oczywiście – deszcz.

Rano przy śniadaniu „kierowcy z krainy deszczowców” włączają telewizję informacyjną. Na dzień dobry słyszą: „Uwaga, kierowcy! Ślisko na drogach! Policja apeluje o ostrożną jazdę!”. Idą do auta, wsiadają, odpalają silniki i bardzo, baaardzo ostrożnie ruszają, by spokojnie (i bezpiecznie!) dotrzeć do celu.

I jadą, przez całą podróż nie przekraczając 30 km/h. Nie ma znaczenia, czy naprawdę jest ślisko i zdrowy rozsądek podpowiada: zwolnij!, czy nie. Skoro w telewizji każą całej Polsce zwolnić, to trzeba zwolnić. Kropka.

Nie zrozumcie tego źle – zawsze należy dostosować prędkość jazdy do warunków pogodowych, unikać gwałtownych manewrów, brać poprawkę na wydłużoną drogę hamowania, na złą widoczność, na śliską nawierzchnię (zwłaszcza przez pierwsze kilkadziesiąt minut opadów, kiedy woda miesza się z zanieczyszczeniami na drodze i może tworzyć śliską powłokę).

Ale litości – auto ma jechać, a nie toczyć się po jezdni, jakby przeprawiało się przez Amazonkę.

5. MISTRZ PROSTEJ

To jeden z bardziej irytujących typów na dłuższych trasach. Oczywiście, żeby nie było – nomen omen – prosto mistrza prostej za nic nie da się wyprzedzić. Na prostych odcinkach wciska gaz do dechy, więc rezygnujesz z wyprzedzania (które mogłoby grozić teraz utratą prawa jazdy na 3 miesiące). A nawet jeśli podejmiesz próbę, bo akurat przepisy na to pozwolą, to kiedy zrównasz się z „mistrzem prostej”, on wtedy zacznie przyspieszać.

Za to na zakrętach zwalnia prawie do zera. Kiedy setny raz przysięgasz sobie, że przy najbliższej okazji go wyprzedzisz, on znowu przyspiesza. Taka zabawa w kotka i myszkę.

6. HAMULCOWY NA ZAKRĘCIE

Ma trochę wspólnego z mistrzem prostej. Potrafi zamienić podróż jadącego za nim kierowcy w koszmar. Hamuje, przyspiesza, hamuje, przyspiesza – i tak w kółko. Pedał hamulca wciska częściej niż pedał gazu. A to zakręt (każde odchylenie od prostej), a to rowerzysta, a to nie wiadomo co. Oczywiście hamulcowy jest święcie przekonany, że jeździ bezpiecznie.

Jak na hamulcowego przystało, hamulec wciska tuż przed zakrętem (widzianym z daleka). Trzyma, trzyma, trzyma – i puszcza dopiero, kiedy z zakrętu wyjedzie. Prędkość w tym przypadku jest drugorzędną sprawą. Po prostu w głowie hamulcowego pojawia się taka żarówka – „zakręt – hamuj!”. A tobie ta żarówka też świeci się za każdym razem, kiedy widzisz przed sobą hamujące auto. To jest najgorsze – bo nigdy nie wiesz, dlaczego to auto hamuje – i, chcąc nie chcąc, robisz dokładnie to samo.

Dla hamulcowego liczy się tylko zakręt – nie bierze żadnej poprawki na ABS, napęd czy śliską nawierzchnię. Nie wie, że można wcześniej puścić pedał gazu, zmienić bieg, jednym słowem – zwolnić bez hamowania.

7. KIEROWCA ZAGADKA

Nigdy nie wiesz, co zrobi za dwie sekundy. On po prostu lubi zaskakiwać. A to niepostrzeżenie wryje ci się przed maskę z innego pasa, a to nagle zahamuje i skręci, a ty prawie wylądujesz na jego tylnej szybie… Po sieci krąży taki mem: „Jeśli myślisz, że twoja praca nie ma sensu, pomyśl o osobie, która montuje kierunkowskazy w BMW”. Ile w tym prawdy – sami ocenicie.

A tak na poważnie – dlaczego kierowcy nie sygnalizują, co zamierzają zrobić? Z lenistwa? Bo kierunkowskazy są dla frajerów? Z ignorancji? Przez zapomnienie? Szczerze powiem – nie wiem. Tym bardziej że chodzi również o ich bezpieczeństwo. Przyznajcie, że „olewanie” kierunkowskazów jest jednym z bardziej irytujących i niebezpiecznych zachowań na drodze.

Jest jeszcze „kierowca zagadka z podpowiedzią” – hamuje, ty też hamujesz, zastanawiasz się, co się tam z przodu dzieje, a on skręca i w tym samym czasie nagle daje kierunkowskaz. Gdzie tu logika?!

„Kierowca zagadka” ma swoją bardziej złośliwą odmianę. Taki kierowca jedzie główną drogą, widzi, że z podporządkowanej inne auto czeka do skrętu, ale nie da znać (albo zrobi to w ostatniej chwili), że sam skręca wcześniej. A ty, głupi człowieku, czekaj.

8. KIEROWCA WIDMO

Ma taki magiczny przycisk w swoim samochodzie, który sprawia, że w sekundzie staje się niewidzialny. Pstryk – nie ma auta! Pstryk – jest auto! Tak, tak, chodzi o światła awaryjne.

Kierowcy widma uważają, że dzięki magicznemu przyciskowi mogą zatrzymać samochód dosłownie wszędzie i dosłownie w każdym celu. Szybkie zakupy, zabranie znajomego, który się spóźnia – każdy powód usprawiedliwia postój na jezdni i blokowanie ruchu. No przecież włączyłem awaryjne!

Często wystarczyłaby odrobina oleju w głowie i dobra wola – przecież 15 metrów dalej jest jakiś sklep z parkingiem, jakiś szeroki chodnik, cokolwiek – ale nie. Kierowca widmo po prostu znika i już.

9. KIEROWCA NIESTABILNY

Bardzo by chciał jechać, załóżmy 50 km/h, ale mu nie wychodzi. To nie jest takie łatwe – trafić w odpowiednią prędkość i jeszcze ją utrzymać przez dłuższy czas. Więc jedziesz sobie za takim kierowcą i cały czas operujesz prawą nogą. Przypadków może być kilka:

Wariant ostrożny: 49-47-48-46-35-48-49 km/h
Wariant odważny: 54-51-53-54-51-52-56 km/h
Wariant niezdecydowany: 53-45-54-49-53-47-52 km/h
Wariant kangur: 50-49-48-47-50-49-48-47-46-50 i tak w kółko.

Jak widać, przy dozwolonej prędkości 50 km/h najlepszym kierowcą jest… opisana wcześniej „pięćdziesiątka”.

Jest jeszcze wariant tańczący: od krawężnika po prawej stronie do środka jezdni, od środka jezdni do krawężnika, czasem uda się środkiem.

10. KIEROWCA WARZYWNIAK

Codziennie wozi swoje płody rolne na targ. Zasadniczą kwestią jest pojazd, do którego te płody pakuje. Zaskakująco często jest to biały bus, ale również różne ciężarówki i tiry. Najgorsze są stare zdezelowane Lubliny i Żuki. Wszystkie wymienione „warzywniaki” łączy kiepski stan techniczny i przeładowanie do granic możliwości. Czasami człowiek zastanawia się, jakim cudem ów pojazd przeszedł przegląd techniczny. No ale jedzie, a w zasadzie terkocze się po drodze, skutecznie blokując innych kierowców. A jak już stanie, to zanim ruszy…, zanim się rozpędzi choć trochę… Jeden jest do ominięcia, ale niestety są takie pory w ciągu dnia, kiedy i siedem „warzywniaków” jedzie w kupie. Jednym słowem – jak trafisz na korowód warzywniaków – masz przerąbane.

11. KIEROWCA ZALUKAJ

Cały czas widzisz go w lewym lusterku. Właściwie można powiedzieć, że przez pół drogi siedzi ci na zderzaku i „luka”, czyli wyjeżdża na środek jezdni, bo bardzo chce cię wyprzedzić.

A czemu jest tak irytujący? „Zalukaj” doskonale widzi, że z naprzeciwka jedzie sznur aut i przez najbliższe minuty mu się to nie uda. Albo sam stoi w korku. Ale wyjeżdża, ale próbuje, ale „luknie” raz jeszcze… Pół biedy, jak w końcu cię wyprzedzi. Bo są też tacy „zalukaje”, którzy dziwnym trafem, kiedy w końcu nadarzy się okazja, chowają się i dalej jadą za tobą. Coś z gatunku „i chciałbym, i boję się”.

Już wiecie, że wiele typów ma złośliwą odmianę. „Zalukaj” również może występować pod gorszą postacią. „Zalukaj złośliwy” najpierw cię wyprzedzi, a zaraz potem… albo gdzieś skręci, zmuszając cię do hamowania, albo pojedzie z dokładnie tą samą prędkością, którą jedziesz.

12. KIEROWCA Z OPÓŹNIONYM ZAPŁONEM

Jest dość częstym zjawiskiem na polskich drogach, choć nie tak uciążliwym, jak poprzednie typy. Rozpoznacie go w różnych sytuacjach:

– Na światłach. Kierowca z opóźnionym zapłonem robi wszystko, co można robić w aucie, byle nie patrzeć na sygnalizator – rozpakowuje bułkę, czyta ulotkę, poprawia makijaż, nie może znaleźć papierosów, dzwoni do kogoś, szuka innej płyty… Skutek jest taki, że ruszy dopiero wtedy, jak usłyszy ryk silników sąsiednich samochodów. Czyli o 3 sekundy później niż reszta. I to będą te 3 sekundy, których zabraknie ci, żeby zdążyć przejechać na tej zmianie świateł.

– Za światłami. Pamiętacie, jak ruszała lokomotywa w wierszu Tuwima? No to tak rusza „kierowca z opóźnionym zapłonem”: jedynka (najpierw powoli, jak żółw ociężale), dwójka (ruszyła maszyna po szynach ospale), trójka (szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem), czwórka (i kręci się, kręci się koło za kołem)… Do piątki dochodzi rzadko. Powolutku, po kolei, bieg za biegiem, tak, jak go uczył instruktor na kursie.

– Na drodze, kiedy skręca. Czyli wykonuje Bardzo Trudny Manewr i zajmuje mu to 2 minuty (bo zwalniać zaczął odpowiednio wcześniej – 500 metrów wcześniej). Nie ma żartów, przy ciut większej prędkości mógłby wypaść z drogi.

13. KIEROWCA LEWICOWY

Został opisany na końcu, bo jest to „oczywista oczywistość” i prawdopodobnie największa zmora kierowców poruszających się po mieście. Chodzi o kierowcę, który blokuje lewy pas bez względu na to, czy prawy jest pusty, czy nie, jadąc w dodatku wolniej niż zezwalają przepisy.

„Przestępstwo” to samo, ale powody różne. Jedni jadą lewym pasem, bo „prawy to obciach”. Inni nie będą przecież jechać za ciężarówką, ale na równi z nią – jak najbardziej. Jeszcze inni tak bardzo boją się zmieniać pas ruchu, że jeśli wiedzą, że na czwartym skrzyżowaniu będą skręcać w lewo, to będą się wlekli lewym pasem aż do tego skrzyżowania. Na rynku pojawiły się nawet naklejki typu: „Lewy pas to nie kółko różańcowe”. Tylko nie każdy wie, co oznaczają.

NA KONIEC

Na koniec będzie apel do kierowców – pamiętajcie, że nie jesteście sami na drodze, a wszystkim będzie jeździło się przyjemniej i bez stresu. Jeśli macie swoje typy, które nie zostały opisane w tekście, napiszcie nam o nich w komentarzu!

Źródło: Onet.pl
Źródło: Onet.pl

Komentarze